fbpx
Loading...

Trudna sztuka dorastania. W sobie.

Pamiętam, kiedy początkiem zimy 2016 siedziałam skulona na kanapie i zastanawiałam się przerażona co dalej. Owinięta kocem, z tłustymi włosami, w poplamionej piżamie. I miałam wrażenie, że to już, że to właśnie teraz skończyło się moje życie, nie ma nic więcej…

Bardzo wówczas chciałam wyrzucić z siebie wszystkie paraliżujące emocje, które sprawiały, że nie byłam w stanie ani podejmować decyzji, ani zacząć działać, a jedynym bezpiecznym pomysłem wydawał mi się blog o tym, co przytrafia się tak wielu, a wciąż jest tematem bardzo wstydliwym i swojego rodzaju tabu. Wszystko o czym pisałam, prowadząc Życie 2.0, stało w kontrze do laurkowych treści, które były (i wciąż są tak) wyjątkowo chodliwym towarem w blogosferze.

Nie wiem czy dzisiaj, bez mała trzy i pół roku później, będąc już trochę spokojniejszą i nieco bardziej poukładaną, podjęłabym taką samą decyzję. Daleko mi do osoby, którą byłam, a jednocześnie ta część mojego życia wciąż we mnie jest, choć już nie tak mocno aktywna. Od pewnego czasu nie budzę się co rano z kołatającym sercem, sypiam w miarę dobrze i pogodziłam się z przegraną. I to jest dla mnie zmianą diametralną.

Po bankructwie jeszcze przez dwa lata z haczykiem marzyłam, że bardzo szybko odbiję się od dna, bo cyferki z google analytics przekonały mnie, że mogę spieniężyć swoją historię, że ten milion w rok to tak naprawdę pestka, że w sumie biznes is maj lajf. Że do to takie proste, każdy może i hurra, cała naprzód! To pierwsze niestety. Drugie niestety to fakt, że opowiedzianych historii nie da się ukryć w skuteczny sposób, a tych podpisanych imieniem i nazwiskiem tym bardziej. Bo zawsze znajdzie się ktoś, kto nas skądś kojarzy (np. pani na kasie w Bonusie) i cały misterny plan szlag trafia w sekundę. Albo trzy.

Przeszłam bardzo długą drogę, wyboistą i pełną osobistych rozczarowań. I nie mówię o tym, że z pustego i Salomon nie naleje, więc ten milion w rok to jednak był irracjonalnym pomysłem, ale o tych maleńkich puzzlach z emocji, doświadczeń, marzeń i celów, które nagle składają się w większy obraz. Niekoniecznie taki, który nam się podoba i który możemy bezsprzecznie zaakceptować. Mój bardzo mi się nie podobał i zajęło mi kilka lat, żeby zrozumieć kim i czym tak naprawdę NIE jestem.

Odkąd pamiętam myślałam o sobie jak o rzutkiej babie od biznesu, hehe. Jak o takiej, która jak się uprze to zrobi, choćby się nie dało. Dzisiaj zastanawiam się nad tym, co ja miałam w głowie? Bo teraz wiem, że jestem (nad)wrażliwcem, która od dziecka marzyła o pisaniu, o tworzeniu, o historii sztuki albo konserwacji zabytków, o fotografii, może archeologii, ale była tak zakompleksiona, że przecież musiała udowodnić wszystkim, że da radę i jeszcze pokaże (więc pokazałam, hehe). Zrzucanie masek i pancerzy trwa, bywa odzierające ze wszystkiego, co stanowiło o naszym jestestwie, ciało oderwane od dotychczasowej ramy boli, ale ten proces finalnie przynosi nieocenioną ulgę. Nagła emigracja, skok w ciemno na bardzo głęboką i mętną wodę, z jedną walizką pod pachą, udowodniły mi, że dam sobie radę, że będzie dobrze, Ośle…

Czeka mnie jeszcze kilka strat, wiem. Przygotowuję się do tego cały czas. Ale kiedy już to wszystko się zamknie z ostatnim przybiciem, będę wolnym człowiekiem. Nie będę mieć poduszki finansowej, jak planowałam. Nie będę mieć rozhulanej firmy, która w rok zarobi więcej niż miliony. Nie będę chudą szkapą, co było moim marzeniem życia. Nie będę też alfisti, bo nie będzie mnie stać nawet na dwudziestoletniego grata. Nie będę mieć nic więcej, oprócz doświadczenia, życiowego know-how. I tego bloga.

A to już całkiem sporo. Prawda?

Podobne wpisy

komentarzy (11)

  • Kaśka 3 miesiące ago Odpowiedz

    Lubię takie teksty. Są jak uderzenie pięścią w twarz, ale to paradoksalnie niesie ze sobą wiele dobrego 🙂

    Karolina Regucka 3 miesiące ago Odpowiedz

    Dziękuję, chociaż trochę się bałam publikując coś oficjalnie pod własnym nazwiskiem. 🙂

    Joanna 3 miesiące ago

    Prawda. Całkiem sporo, serio, serio. Całkiem sporo móc Cię czytać. Nieważne gdzie. Dziękuję

  • Gaba 3 miesiące ago Odpowiedz

    Podziwiam Cie za Twoja szczerość. I za pełna determinację w walce o szczęście i siebie. Jesteś fantastyczną, bardzo mądrą, piekielnie bystra dziewczyną. Pięknie piszesz. Trzymam za Ciebie kciuki!

    Karolina Regucka 3 miesiące ago Odpowiedz

    Gaba? Ta Gaba? Jeśli tak, to doceniam tym bardziej. <3

    Karolina Regucka 3 miesiące ago Odpowiedz

    I oczywiście dziękuję! 🙂

  • Patrycja 3 miesiące ago Odpowiedz

    Karola obserwuję Cię na FB od początku. 🙂 Gdzieś wyskoczyła mi zachęta do polajkowania i zostałam. Dzisiaj zostaję na dłużej. 🙂 Bardzo dobry tekst. Świetnie napisany. Dobitnie i mądrze. Oby więcej słów i oby więcej Ciebie w tej “lukrowanej” blogosferze.
    Co możesz więcej stracić publikując pod swoim nazwiskiem? Kto ma zostać zostanie przy Tobie. Kto ma odejść, dobrze, że zrobi to teraz. Widocznie nie był wart Twojej uwagi skoro miałby się odwrócić za Twoją szczerość??? Trzymam za Ciebie mocno kciuki i przytulam dodając energii. :* Pozdrawiam Cię ciepło. Pati

    Karolina Regucka 3 miesiące ago Odpowiedz

    Ojej, takiego komentarza się nie spodziewałam. Od nikogo. Aż nie wiem co mam odpowiedzieć… Dziękuję. <3 🙂

  • Joanna 3 miesiące ago Odpowiedz

    Prawda. Całkiem sporo, serio, serio. Całkiem sporo móc Cię czytać. Nieważne gdzie. Dziękuję

    Karolina Regucka 2 miesiące ago Odpowiedz

    Aż nie wiem co mam powiedzieć, trochę mi głupio, trochę się wzruszyłam. Dziękuję. 🙂

  • Zofka Filozofka 1 miesiąc ago Odpowiedz

    Oj, a ja bardzo lubię takich (nad)wrażliwców z duszą artysty. Bardzo spodobało mi się, jak napisałaś o zrzucaniu masek, takie prawdziwe… Generalnie cały artykuł świetny, do tego naprawdę trafiony tytuł! 🙂

Odpowiedz